czwartek, 20 sierpnia 2009

Amsterdam vol. I













Wybrane miejscówki z Amsterdamu. Od góry:
  • Jeden ze squotów mieszczących się na ulicy... squotów. Niby ceny ziemi przygniatające, a Holendrzy cisną się na paru metrach kwadratowych niczym Duny w swych małych chatynkach, a tutaj masa pustostanów. W dodatku takich wypasionych, na lansie, jedynie z etykietką "beware stranger!". Dlatego zwiedzanie zostawiliśmy na inny raz.
  • Kasyno. Jedno z wielu. Z wielu mniejszych. To jest największe. Prawdziwa świątynia hazardu. Coś jak Licheń, ale dokonują się inne cuda. Ot choćby szczęśliwi nowicjusze wygrywają 1.5 bańki :D w ruletkę.
  • Coś. Chyba coffeeshop, bo i co może reklamować duch Marleya?
  • Eksponaty z Muzeum Seksu. Poza pierdzącym tyłkiem i obskurnymi kurtyzannami wyskakującymi z nienacka, szału nie ma. Niemniej można obejrzeć parę ciekawych gadżetów, które zrodziły się w zboczonych umysłach na przestrzeni wieków.
  • Chińska pływająca knajpa. Nic dodać, nic ująć. Skośni wszędzie się wcisną :]
  • Biblioteka. Tylko i aż. Właściwie to mega centrum kultury, gdzie można przesiedzieć godzinami. Z dala wygląda jak pokaźny biurowiec. Doczekamy się takiego cacka w Polsce?
  • Świątynia w małym China Town. Prawdziwa, a nie bajer dla turystów. Tam faktycznie modlą się do tego wielorękiego bouncera. W dodatku obok gra zawodzenie mnichów z małego radyjka na kasety. W środku można kupić wróżby, figurki, kasety medytacyjne itp. Mnich też jeść w końcu musi.
tbc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz